piątek, 6 września 2013

College

Jestem po dwóch tygodniach szkoły wiec trochę spóźniony post o college. A może nie aż tak spóźniony, w końcu po dwóch tygodniach mam więcej do powiedzenia niż miałam po pierwszym dniu, no nie? 

Zacznę może od tego że przeprowadziliśmy sie już w ubiegły weekend. Bardzo stresująca, przynajmniej dla mnie, bo miałam sporo nauki i bałam się że nie starczy mi czasu na wszystko. Taaak, mimo że pierwszy tydzień a już było sporo zadane. Mama sie smiała ze mnie, czemu się uczysz?! Przecież poszłaś na studia, a student dopiero przed sesją się uczy! No a tu się okazuje że nie, bardzo dużo do czytania, sporo prac domowych...
Ale przeprowadzka is over można powiedzieć, choć jeszcze walają się gdzieniegdzie nierozpakowane kartony, czy tak jak u mnie w garderobie, poukładałam w miarę rzeczy ale z połowe chcę wyrzucić. Jednakże nie marnowałam czasu na selekcję, poukładałam, zamknęłam drzwi i będę martwić się tym za jakiś czas. Natomiast przeprowadzka dała mi sporo do myślenia. Mam stanowczo za dużo rzeczy, i nadmiar przedmiotów wywołuje we mnie negatywne uczucia... Więc na ten moment mam w pokoju biurko i łóżko i definitywnie mam zamiar trzymać się tego. I o ile łatwiej utrzymać to w porządku! 

Ale wracając do szkoły.. Mam 4 przedmioty, o czym już pewnie pisałam wcześniej. W poniedziałki i środy mam learning frameworks i calculus. a we wtorki i czwartki chemię i angielski. 
Zajęcia trwają różnie. Frameworks np trwa półtorej godziny, calculus dwie ale zwykle nas profesor wypuszcza 15-30 min przed końcem ;D Z kolei chemia trwa 3h ale też wypuszcza nas pani przed czasem i mamy przerwę w srodku wiec idzie to przeżyć ;D A angielski trwa póltorej godziny ale zajęcia sa tak ciekawe że mija to bardzo szybko! 
Właściwie już teraz mam tych bardziej lubianych i tych mniej lubianych nauczycieli.. Na pierwszym miejscu stoi definitywnie profesor od angielskiego.. którego energię i osobowość U-WIEL-BIAM i mogłabym słuchac jego i jego żartów godzinami. Mówi bardzo szybko co sam zreszta powtarza ciągle i podkreśla, że jeżeli nie nadganiamy to będziemy mieli poważny problem. Natomiast ja nadążam więc problemu nie wyczuwam. No, lekko sie zdenerwowałam jak zobaczyłam na liście esejów, które będziemy tworzyć w tym semestrze esej na 1000 słów, hahaahh no ale, po to mamy lekcje żeby sie tego nauczyc więc... Nie tracę nadziei i liczę, że będzie dobrze :D Jest nieco wymagający. Na każdych zajęciach będziemy mieć (a już mieliśmy dwa) quizy na temat czytań które czytamy w domu. Wiem czytamy czytania,  masło maslane wyszło z tego ale wiadomo o co chodzi ;p Ma też sporo zasad, o których trzeba pamietać (odnośnie spóźniania, telefonów, przygotowania na lekcje itd...) Ale wolę jak mi ktoś da spis zasad i powie co wymaga, przynajmniej jakiś konkret jest a nie tam jakieś niewiadomoco .
Także mimo ze z lekkim stresem to przychodzę na jego zajecia zawsze usmiechnięta! 
Ah, w ogóle wlaściwe już mam czym pochwalić się. Na drugich chyba zajęciach angielskiego mieliśmy takie zadanie - free writing, gdzie mieliśmy przez 10 min pisać, najlepiej bez przerwy i bez odrywania ołówka od kartki papieru. Nawet nie mieliśmy za bardzo czasu na zastanowienie się nad tym co napisac. Nagle podał temat, włączyl timer i piszcie! Ja troszkę zdenerwowałam się bo czas leci, ja nie wiem co napisać, temat byl  o naszych wierzeniach/poglądach wiec ugh przez chwile myslałam że w nic nie wierzę! Ale w końcu cośtam naskrobałam. Na następnych zajęciach usłyszałam miłe słowo nawet. Profesor nie chciał wierzyć, że dwa lata siedzę w stanach, bo jak twierdzi, piszę lepiej niż niektórzy stąd ha :p także podniosło mi to samoocenę troszkę ! :)

Następna sprawa to chemia. Pani profesor od chemii jest uwazam przeuroczą kobietą. Uczy od, jak wspomniała, 20 lat, więc doświadczenie ma. Jest przemiła i ma cudowny akcent (jest z Indii myslę). Także lubię jej słuchać, i podoba mi się to jak mówi o chemii i o tym jak chce nas zarazić swoją pasją do tego przedmiotu, który, jak twierdzi nie jest aż tak trudny jak się większoćci wydaje i może być FUN :) 
Póki co chemia nie sprawia mi żadnych problemów, bo staram się być zawsze lekcje do przodu. Wszystkie powerpoint slides sa online, podręcznik mam więc czytam wszystko przed lekcją. Co ułatwia bardzo bo myslę, że jakbym tego nie robiła to byłabym już hoho mega do tyłu. Co prawda tracę czas który mogłabym przeznaczyć na sen ale ogarniam za to ;p

O learning frameworks za bardzo nie wiem co powiedzieć. Glupie zadania mamy, takie troche "highschoolowe"... czyli po prostu nie wiem z lekka bezsensowne i będące stratą czasu, jak dla mnie. Np w ubiegłym tyg zadane mieliśmy tzw "HCC Challange" (HCC to skrót od nazwy szkoły - Houston Community College). No i mieliśmy do uzupełnienia tabelkę. W pierwszej kolumnie było podane pytanie, w drugiej mieliśmy wpisać gdzie możemy znaleźć na nie odpowiedź (w jakiej części szkoły, w jakim biurze czy moze bibliotece itp) a w trzeciej wszelkie informacje kontaktowe osób czy biur gdzie można sie z danym problemem zgłosić. 
Tylko że np kilka pytań było durnych. Np. "Muszę z kimś porozmawiać ale jest 2. AM"
....
Albo "Potrzebuję znaczki bo chcę wysłać listy do rodziny"
....

Bez komentarza zostawiam to ;D 

Innym pytaniem było, "Gdzie mam iść jak się źle czuję". No i jak zwykle w szkole sa jakieś pielęgniarki czy coś, tak tu nie ma. To akurat stwierdziłam że dobrze wiedzieć, że jak źle sie poczuję to hmm po prostu muszę jechać do lekarza I guess ;D

I na koniec zostawiam calculus... Pan od matmy jest... Hmm... Dziwny. Nie wiem za bardzo nawet co o nim powiedzieć. To że nic nie wynoszę z jego zajęć chyba jest jedyną rzeczą jaka przychodzi mi do głowy. Co ciekawe, ostatnio na lekcji dziewczyna zadała pytanie, na które akurat znałam odpowiedź, i myślę, że można było na nie bardzo prosto odpowiedzieć. Natomiast jego odpowiedź była tak skomplikowana że już przez chwilę chciałam zwątpić czy ja faktycznie rozumiem to zagadnienie.. NO... ALE...CÓŻ... 

Także to tyle. No co mnie cieszy bardzo to to, że jedna z fajniejszych osób które miałam okazję poznać tutaj - koleżanka z high school - Rene chodzi ze mną do tej szkoły. Chyba coś kiedyś wspomniałam o niej. Bez niej pewnie byłoby dużo ciężej ;p Pomagamy sobie w nauce trochę, ona mi z angielskim (ostatnio analizowałysmy wyjątkowo paskudny wiersz ;p w sensie ciężki do zrozumienia) ja jej z matma (bo ona robi akurat pre-calculus, coś co się bierze przed calculus, więc ja odswieżam wiedze, a ona się uczy;p) 

Także podsumowując, bo muszę już kończyć i uczyć się matematyki... Jest dobrze, czasem trochę ciężko, muszę przywyknąć do tego jak jest, i będzie dobrze :) 

6 komentarzy:

  1. Podziwiam Cię i troszeczkę zazdroszczę ;).
    Powodzenia życzę, chociaż jestem przekonana, że doskonale dasz sobie radę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Życze powodzenia, wielu znajomych, dobrych ocen i fajnego zycia, nie tylko z nauka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko lekcje, profesorowie, przedmioty, ankiety. A gdzie studenckie imprezy? Chłopaki? Rozrywka?

    OdpowiedzUsuń
  4. Iga!!! Piateczka za community college! Siedzimy w tym razem :)

    OdpowiedzUsuń