I ogólnie no rozumiem, bo lód na drogach to dość niebezpieczna sprawa, w Houston to się zwykle nie zdarza itd... ALE trochę się mozna pośmiać z paniki bo czemu nie:
Także pogoda to jedna sprawa... W sumie nie obraziłabym się jakby już się zrobiło ciepło bo nie chce mi się ubierać w te wszystkie warstwy i chcę się ubierać WYGODNIE...Ale z drugiej strony nie chcę upałów więc może niech jest jak jest, koniec marudzenia :D
###
Mineły już dwa tygodnie semestru wiosennego. Na zajęcia z angielskiego jeżdżę do innego kampusu (Katy), który zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Pierwsza sprawa to nie ma problemów z parkingiem. Mam zajęcia na chyba najbardziej ulubioną godzinę studentów tutaj (czyli na 11) i zawsze niezależnie od tego czy przyjadę wcześniej czy na ostatnią chwilę - zawsze jest sporo wolnych miejsc parkingowych. Na drugim kampusie (Spring Branch) zawsze o 11 byla masakra... Tam też mam zajęcia ale tym razem na 8 rano więc nie mam problemów.. o 8 mało osób przyjeżdża, bo nikt się nie chce zrywać wcześnie z wyra, wiadomo :P
Druga rzecz na kampusie Katy to taka że jak się wchodzi to na środku słuchajcie jest fontanna i roślinki i w ogóle jest tak...ładnie. I to w środku budynku tak. No ja byłam zachwycona. I ławeczki naokoło tego. Super sprawa.
Tylko układ jakiś dziwny mają, piętra, zakrętasy jakieś... Można się pogubić. Szczególnie ja mogę się pogubić, bo słabo się orientuję w przestrzeni :P Dla przykładu, Tata prosił w ostatni piątek żebym pojechała do jego pracy odebrać jego wizytówki. No i nie ma problemu ok, przyjeżdżam, dzień dobry ja tu po wizytówki... Wjeżdżam windą na 4 piętro, dokładnie jak Tata mówił. Wjechałam na 4 piętro, odebrałam wizytówki po czym rozejrzałam się naokoło i patrzę o! Winda! Nie muszę się cofać do korytarza bo winda jest dwa kroki ode mnie! Wsiądę!
Winda zamknęła się... ruszyła... i wyczułam wówczas że nie był to najlepszy pomysł. Wylądowałam w miejscu zupełnie innym niż powinnam. Okazało się że zjechałam windą dla robotników i znalazłam się w jakims magazynie czy coś kto to tam wie.. Na moje szczęscie były tam drzwi na dwór więc szybciutko wyszłam naokoło się przeszłam, weszłam głównym wejściem (bo wchodziłam jako visitor i musiałam się wypisać u pani recepcjonistki)... Pani recepcjonistka była zagubiona i z początku spojrzała się dziwnie i kompletnie nie rozumiała co ja w ogóle zrobiłam i jakim cudem to wszystko i właściwie dlaczego nie wróciłam tą samą drogą no ale cóż... Blondynki tak mają! ;p
###
Co do mojej pracy nad sobą no to ciężko mi idzie jeśli chodzi o regularną naukę - w pierwszy tydzień było jeszcze ok, teraz trochę gorzej... Ehh ja to zawsze na ostatnią chwilę odkładam wszystko... i to jest mój największy problem:P Tzn w końcu wszystko zrobię ale w stresie i w ogole:P
Ale zrobiłam pierwszy krok w sprawie pracy. Jest w szkole taka pani co pomaga pracować nad CV, przygotować się do interview i ogolnie pomaga w znalezieniu pracy. Rozmawiałam z nią w ten czwartek, zrobiła na mnie bardzo sympatyczne wrażenie. Aplikuję na pozycję asystenta w naszym szkolnym computer lab. Jeżeli to nie wyjdzie to jeszcze jest admission office gdzie również ponoć potrzebują asystentów, więc zobaczymy :) W poniedziałek mam kolejne spotkanie z tą panią i będziemy się przygotowywać do interview. Muszę przyznać że strasznie cieszy mnie współpraca z nią, co prawda rozmawiałyśmy tylko raz...ale już mam taką większą motywację do znalezienia tej roboty i dodaje mi to pewności siebie, bo jak próbowałam sama szukać to nawet nie wiedziałam od czego zacząć, za co się zabrać... a tak z jej pomocą myślę że w końcu mi się uda:) Trzymajcie kciuki za mnie!

