Poddałam się.
Po chwili pani jakaś gadała, w sensie no, ogłoszenie było. W tym momencie wszystkie telewizorki zawieszały się, wiecie o co chodzi. No i jakoś to dobrze zadziałało na ten mój i zaczął znowu działać ;p Jakiś film włączyłam, zadowolona...Ale co ja film zaczynałam oglądać to spać mi się zachciewało. Co wyłączałam i próbowałam spać, to nie mogłam. Haha takie problemy miałam! ;pp
Potem w końcu udało się, w samolocie zrobiło się ciemniej i jakoś udało mi się przysnąć. Nad ranem dawali śniadanko, wciągnęłam wszystko równo, tylko masło zostało, tak zgłodniałam. Potem wylądowaliśmy, godzinę szliśmy przez lotnisko na następny samolot (lotnisko we Frankfurcie spore), i do Gdańska.
Dziadzio przyjechał po nas, załadowaliśmy się do Dziadziowej tojotki, i pojechaliśmy. Zostawiliśmy bagaże w mieszkanku w którym mieliśmy mieszkać przez następne dwa tygodnie, ogarnęliśmy się, a potem na obiad poszliśmy do Dziadków. Na obiad schabowe, ziemniaki, na deser serniczek. Smacznie bardzo :)
W nocy spałam takim półsnem, a nad ranem to już w ogóle słabo, bo rozregulowałam się. Ale szybko się przestawiłam, bo padałam na twarz codziennie wieczorem.
W ogóle pogoda z lekka zaskoczyła mnie. Nastawiłam się na to ze jakoś...ochłodzę się w czasie pobytu w Polsce. A tu wręcz przeciwnie! Upały! Może na dworzu nie było tak źle jak w Houston...Ale w domu, masakra trochę. U nas jest w końcu klimatyzacja, a w Polsce jak jest upał to już na całego! Nawet robienie przeciągów nie pomagało. Siedziałam sobie z dziewczynami moimi któregoś wieczora i tak nie dawałyśmy rady że chowałyśmy ręce do zamrażarki.... Przynosiło ulgę. Na 5 sekund bo dłuzej nie dało rady trzymać ale zawsze coś ;p
Poniedziałkowy i wtorkowy poranek spędziłyśmy z mamą na ekhem... fryzjera, paznokcie... :D Oh jaka byłam zadowolona o ludzie... Potem zakupy... Ahh.. Dobre wspomnienia... ;)
Z niczego jednak nie byłam tak zadowolona jak z możliwości zobaczenia się i spędzenia czasu z Rodziną i znajomymi. Po dwóch latach kontaktowania się internetowo, w koncu można było normalnie, po ludzku porozmawiać. Tylko szkoda że tak krótko!
Ku mojemu zdziwieniu w ogóle nie poszłam do baru mlecznego jak planowałam, babeczkę kajmakowa od sowy kupiłam ale nie smakowała mi jak wcześniej:< nie byłam w naleśnikarni Manekin, hahhh nie biegałam codziennie nad morze, powiem wiecej ani razu nigdzie nie biegłam...
Ku mojej satysfakcji mogłam legalnie kupować i pić alkohol.....Tu w US jeszcze następne półtora roku nie mogę nawet wejść do monopolowego. Z drugiej strony po co, i tak by mi nie sprzedali. Tutaj pytają nawet moich rodziców o prawko żeby spojrzeć na datę urodzenia... To znaczy pytają bo muszą datę urodzenia wpisać. Ale i tak w Polsce nikt się mnie nie pytał. Dziwne, dziwne, bo raczej powinni no nie?
A kurcze ciagle nosiłam ze sobą przygotowane;p I czekałam na moment aż ktoś poprosi, bo bardzo byłam ciekawa reakcji sprzedawcy na widok mojego teksańskiego prawa jazdy... Znajomi podpowiadali żeby w razie co po angielsku powiedzieć, albo z akcentem mocnym chociaż, że ja tu zapomniałam język polski i przyjechałam z America for a vacation ;p
Inna sprawa, sklepy. A raczej sprzedawcy. Tutaj, w US na początku oczywiście dziwilo mnie to, ale teraz nie wyobrażam sobie wizyty w sklepie bez tego. Chodzi mi o uprzejmość. Może jest to wyuczona uprzejmość, ale nie obchodzi mnie to ;p Jakoś dużo bardziej wolę jak witają mnie w sklepie, pytają co u mnie i czy coś mi pomóc, a gdy kupuję pytają czy wszystko co chcialam znalazłam, dziekują i życzą miłego dnia. Natomiast w Polsce tak przykro trochę, jedyną rzecz jaką jedna pani sprzedawczyni była w stanie z siebie wydobyć to "5 groszy będzie?"... o braku kontaktu wzrokowego i uśmiechu nie wspomnę. :(
Podczas pobytu tam, kompletnie straciłam jakiekolwiek poczucie czasu... Któregoś dnia pamiętam zastanawiałam się czy to jeszcze pierwszy tydzień, czy jednak już drugi mojego pobytu... Gdyby nie fakt że wpisywałam sobie do kalendarza w telefonie co kiedy mniej więcej robię, nieźle pogubiłabym się. Wszystko działo się tak nagle, szybko.
Wydaje mi się, że dwa tygodnie to było zdecydowanie za mało, żeby móc nacieszyć się wszystkimi.
Szkoda, że niektórzy powyjeżdżali akurat w te dni jak przyjechałam, ale nie szkodzi, nadrobi sie następnym razem!
Wiem że ten wpis pomieszany taki trochę, ale jakoś nie wiedziałam w ogóle jak się zabrać za niego, co napisać a co nie... Także wygląda jak wygląda, trudno! ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz