wtorek, 19 lutego 2013

szkolne korytarze i subtelne wyznania uczniów

Mimo że staram się spać przynajmniej 6 godzin, to padam na twarz.
Oczy mi się zamykają na lekcji gdy Pan Webb (bardzo fajny nauczyciel.. if you know what I mean) opowiada o genach, chromosomach i gdy rozwiązujemy zadania z genetyki. Nie wspominając o matematyce, gdzie jest kompletnie nowy dla mnie temat - polar equations (równania biegunowe?), a projectile motion nawet wikipedia nie tłumaczy na polski więc... nieważne.
Nie wiem co mi jest ale jakoś bardzo jestem senna. Chyba dziś pójdę spać o dziewiątej. Hmm dziewiąta za 5 min... Średnio to widzę żeby mi się udało.


Trochę o szkole i ludziach.... przykro mi jeśli zburzę czyjeś pozytywne wizje dotyczące amerykańskiego liceum i amerykańskich nastolatków. A może to ja przed wyjazdem nie zobaczyłam wystarczająco filmów o high schoolach i przyjechałam tu taka niedoinformowana, nie wiedząc jak to tu wygląda. Ale z drugiej strony to jednak inaczej się ogląda film, a inaczej jak się to doświadcza na żywo i uczestniczy w tym wszystkim na codzien.
Moja szkoła jest spora. I sporo ludzi do niej chodzi (ok 3000). Pomiędzy lekcjami ma się 5 minut na dojście z jednej sali, do następnej. Moje pierwsze 3 lekcje są w miarę blisko siebie. Ale z 3 na 4 potrzebuję rzeczywiście całych 5 minut żeby się nie spóźnić (za spóźnienie są nieprzyjemne konsekwencje). Ale są osoby które utrudniają spokojne doście do sali. Potrafią stać na środku korytarza i uprawiać konwersacje podczas gdy inni (i nie mówię tu tylko o sobie) CHCĄ PRZEJŚĆ. Najbardziej nie lubie tego gdy idę i nagle przede mną ktoś się zatrzymuje i wita z kimś, a ja ani z prawej ani z lewej, bo wszędzie naokoło tłum! Są też miejsca w których ludzie po prostu stoją, krzyczą i robią tłum. Co jest dość uciążliwe i powoduje niepotrzebne utrudnienia. A są to tego typu ludzie, że większość boi się im zwrócić uwagę, bo i tak to zignorują o ile nie rzucą się na odważnego i nie pożrą w całości...

A co do spóźnień, to pierwszy raz spóźniłam się w ubiegłym roku,właściwie jeszcze na początku roku szkolnego. Poszłam po prostu do szafki, i myślałam że zdąrzę na lekcje, ale potem się zgubiłam gdzieś między korytarzami, zadzwonił dzwonek, spanikowałam, no ale w końcu dotarłam tylko że spóźniona. I wchodzę do sali, a pani mówi," Iga do you have a tardy pass?" .. A ja tak eee... A co to jest? I mówi do mnie że taka karteczka którą musisz odebrać u sekretarki w "your dean's office" (Dean to dziekan - układa plan lekcji i tego typu rzeczy.) No ale ok, poszłam zdezorientowana, nie wiedząc o co chodzi, że przecież co ja złego zrobiłam?? No ale faktycznie, jak wiesz że się spóźnisz, musisz iść do deans office po "tardy pass". Wydaje się bez sensu i dość upierdliwe, ale rzeczywiście działa, bo nie spóźniam się teraz w ogóle.

Widziałam ostatnio masę rzeczy typu "spotted" - strony na fb z różnymi anonimowymi wyznaniami. No i tu też - tylko że tu mamy confessions. Moja szkoła też ma takie. I ludzie mnie SZOKUJĄ,  wypisując rzeczy typu: "widziałam ostatnio przytulającą sie parkę na schodach przy hallu E2, pomyślałam ale słodziaki,ale po chwili uświadomiłam sobie że ona robi mu.... i miałam okazję zobaczyć jego...."
Albo: " rozmawiałem z dwiema dziewczynami a te nagle ni z tego ni z owego zaczynają się ze sobą intensywnie...." I wiele wiele innych nie tylko na TE tematy...
Osobiście nie miałam okazji widzieć, jednak domyślam się, że różne rzeczy się dzieją...Ale niektóre z tych wpisów... Nie, moja wyobraźnia nie zaszła aż tak daleko...I nie sądziłam że aż tak dużo jest takich sytuacji...Chyba że ludzie żarty sobie robią...

Oby...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz