1. Finals
Nie bylo tak zle. Mialam dwa finals w poniedzialek, jeden we wtorek.
W poniedzialek matematyka i learning frameworks.
Z
matematyki nie uczylam sie jakos bardzo duzo. Przejrzalam stare testy i
powtorki do testow, porobilam zadania z ktorymi mialam problemy, lub
ktore zapomnialam jak sie robi i tyle. Frameworks... te zajecia to byl
jeden wielki zart w ogole. Musialam zaliczyc niestety bo kazdy swiezo
upieczony student musi, niezalenie od niczego. Szczerze powiem
przestalam sie interesowac zajeciami po pierwszym tygodniu, bo byly
takie... bezuzyteczne. No moze uzyteczne, czasami...Ale no blagam
roznice miedzy high school a college znam. To taki przyklad o czym sie
uczylismy.
Robilam
co trzeba, chodzilam z obowiazku. Nie czytalam podrecznika, mimo ze
profesor namawial od poczatku semestru.. W sumie ignorowalam to ale pod
koniec bral mnie stres lekki ze kurde moze jednak powinnam, bo glupio by
bylo nie zdac akurat z TEGO. Stres wystarczajaco silny nie byl... :D
Profesor udostepnil powtorke online z najwazniejszymi punktami, to nad
nia posiedzialam z dwie godziny, zrobilam notatki z tego i okazalo sie
to zupelnie wystarczajace.
We
wtorek mialam chemie i powinnam tez miec angielski, ale egzamin z
angielskiego pisalismy tydzien wzesniej, i poniewaz potrzebowalismy na
niego wiecej czasu to byl rozlozony na dwa dni. Ale we wtorek
przychodzilismy odebrac eseje i na pizze :D Ale byla niedobra bo zimna..
Do
chemii uczylam sie najwiecej, bo raz ze chemia wazna, a dwa sporo
materialu. Do angielskiego ciezko sie przygotowac, bo to po prostu
pisanie wypracowania, ale ze temat znalismy z wyprzedzeniem to myslalam
sobie juz wczesniej o tym co napisze i nawet napisalam ten esej
wczesniej w domu zeby miec juz idee wylane na papier :D Z angielskiego
final'a tylko znam ocene poki co i dostalam A ;)
2. Dobra organizacja to podstawa
Niby
to wiadomo, niby to oczywiste.. I ja o tym bardzo dobrze wiem! I dobrze
mi szlo... do pewnego momentu gdy ilosc notatek stala sie tak duza ze
zapanowal jeden wielki CHAOS ktorego nie ogarnelam do wczoraj... Brawo
ja :D
Probowalam roznych sposobow na
prowadzenie notatek i przygotowywanie sie do testow. Byl moment kiedy
mialam obsesje na cornell notes. Po lewej sie pisze glowne, generalne
punkty, w prawej kolumnie notatki, a na dole podsumowanie:

Mialam
obsesje bo wydawaly sie takie super zorganizowane, uporzadkowane... I
sa. Ale jak jest duza ilosc informacji i duzo stron takich notatek to
juz sie robi irytujace i przynajmniej mi ciezko sie uczylo w ten sposob.
Wczesniej
jeszcze robilam fiszki. Najpierw probowalam wersje na papierze, potem
sciagnelam aplikacje na komputer i telefon. Papieru bylo za duzo i robil
sie straszny balagan. Na komputerze korzystalam przez 2 tygodnie i
rzucilam to w cholere.
Wiec...
Co zrobilam teraz pod koniec semestru? Przyszlo mi do glowy przepisac
caly ten sh*t za przeproszeniem (naprawde bylo tego duzo;p) do Worda i
caly ten stos kartek zamienil sie w pieknie uporzadkowane, ladne
notatki, poukladane rownie przepieknie w pliki i foldery. Pozniej je
wydrukowalam, powkladalam w koszulki, do segregatora i bylam z siebie
BARDZO dumna :D A jak milo sie z tego uczylo! Moze to dziwne ale
naprawde sprawilo mi to duzo przyjemnosci!
Postanowilam ze od teraz bede tak robic. Nie wiem jeszcze czy bede drukowala, moze te najwazniejsze rzeczy, zobacze jeszcze.
3. Nie jest az tak ciezko jak przypuszczalam ze bedzie
W
sensie, wystarczy sie przylozyc i da sie wszystko ogarnac. Panikowalam
przy okazji kazdego testu ale...na koniec zawsze sie udawalo.
4. Chyba nie wiem co studiuje
No
nie wiem. Niby to nie ma jeszcze znaczenia, przynajmniej rok mam
jeszcze na podjecie ostatecznej decyzji. Ale to takie frustrujace.
Chcialam
byc lekarzem. W pewnym momencie to juz nawet nie byla chec tylko
wydawalo mi sie jedyna mozliwa droga dla mnie. Pomysl wracal jak
bumerang pomimo nowych idei co przychodzily do glowy. Rozmawialam ze
swoim lekarzem, ktory za kazdym razem utwierdzal mnie w przekonaniu ze
spoko moge to robic i ze naprawde warto.
I
teraz ostatni nasz projekt na zajecia frameworks nazywal sie career
assignment (jedyny projekt ktory wyjatkowo okazal sie w jakims sensie uzyteczny...), gdzie jednym punktem bylo przeprowadzic wywiad z osoba
wykonujaca zawod ktory nam sie wymarzyl. I dostalam opinie innego
lekarza... ktorego rada nr 1 dla mnie bylo albo tego nie robic, albo
rada nr 2 robic ALE... i za ale juz nie bylo nic
milego/pozytywnego/motywujacego...
I to
pewnie zalezy, bo pierwszy lekarz pracuje w przychodni jako lekarz
rodzinny, a drugi to chirurg. Wiec wiadomo ze chirurg ma ciezka prace. I
ja w sumie nie oszalalam tak jeszcze zeby myslec o chirurgii ale... nie
wiem. Wzielam sobie do serca jego slowa i zaczelam myslec o innym
zawodzie (ciagle zwiazanym z medycyna).
5. Student to tez czlowiek
Powiem szczerze, ze ciagle mnie to szokuje. Dla przykladu - moj ostatni test z matematyki. I tak patrze na ten test. I patrze na kilka bledow ktore zrobilam. Glupich - tu minus zamiast plusa, gdzies tam w jednej linijce napisalam liczbe 12 a linijke nizej zamiast 12 napisalam 2... tego typu glupoty. No a moj profesor za kazdy jeden blad odejmowal jeden punkt. I pomyslalam.. ze punkty od razu za cale zadanie chyba powinny poleciec nie? Tak mi sie wydawalo i mowie pozniej kolezance o tym. A ona tak patrzy na mnie dziwnie i mowi "w Polsce naprawde nauczyciele sa tacy wredni?" Ja mowie... no... co tu wrednego, przeciez jest zle... jeden blad, ale przez ten jeden blad cale zadanie jest zle. A ona mowi no ale przeciez opanowalas material tak? Zrobilas maly blad, jestes czlowiekiem, kazdemu moze sie zdarzyc ale ogolnie o co chodzi wiesz, prawda? Nauczyciel widzi ze wiesz co robisz, wiec czemu mialby cale zadanie oznaczyc jako zle?No niby racja ale... dziwnie. Tzn dobrze, cieszy mnie to :D Ale.. no nie wiem.
###
A, ostateczne oceny na koniec semestru poznam dopiero 20 grudnia... Az tydzien czekania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz